Krasnolud będący Zabójcą Trolli, noszący pomarańczowy czub zawitał pewnego razu do karczmy. Nie spodobał się niestety pewnym opryszkom i wychodząc z taką się spotkał bluzgom:
- Ty kurduplu z pomarańczowym łbem!
Na co ten odrzekł:
- Słucham?
I tak też krasnoludzka egzystencja się zakończyła.
Fritz Kugelschaft
Pewien demonolog zawiązawszy pakt z demonem zobowiązał się do składania mu comiesięcznej ofiary z człowieka. Chcąc wyjść na swoje lub zapominając się wytoczył mniej więcej takie zdanie:
"Dobra, chodź teraz po twoją ofiarę".
Fritz Kugelschaft
Dwaj mężczyźni, którzy napotkali się w karczmie rozpoczęli mniej więcej taki dialog:
- Cześć, gdzie idziesz?
- A znamy się?
- No widziałem cię raz.
Fritz Kugelschaft
Jak stwierdził raz pewien człowiek mówiąc do swojego przyjaciela Elfa wobec Krasnoludów trzeba być twardym bo w przeciwnym razie nie zaakceptują nikogo. Więc gdy napotkali małą górniczą osadę krasnoludów i potrzebowali oni pomocy to dialog pomiędzy Krasnoludem, a Elfem wyglądał dokładnie tak:
- A cóż to do cholery? Szpiczasty dupek u nas w osadzie?
- Ależ stul pysk ty ozdobo trawnikowa!
Po czym dialog zakończył się rzeczywiście pomocą dla człowieka i elfa. Krasnoludy pomogły dostać się im do strefy Morr.
Elmin Kopfgeld
Podczas walki z gigantem czarodziej Irween rzucił świetlisty piorun. Jego uczeń Donowald nie znając tego czaru wyłamał się i rzekł : "Widziałem, ruchy, widziałem gesty więc próbuje rzucić ten czar!" Niestety to się nie powiodło i młody czarodziej stracił oko. Następnie Irween zastosował kulę ognia. Jego uczeń ponownie chciał wszystkim zaimponować i nie znając tego czaru zakończył żywot swój jak i wszystkich innych towarzyszy pozwalając żyć w spokoju Gigantowi.
Autor nieznany
Krasnolud Flint chcący przekroczyć bramę jedynie dla ludzi:
"Ale wy ludzie jesteście prymitywni! Jak ktoś jest niski, nosi brodę i cholera topór to zaraz krasnolud!"
Magia i Miecz numer 03/2002
W czasie drogi kompan zaczął wariować z głodu, ponieważ wszystkie zapasy zostały dawno zjedzone. Gracz oszalał i kopie. Kompani zdusili go do ziemi.
Morgi (Elf) - (śpiewa) "Wstań, powiedz nie jestem sam..."
Autor nieznany
BG zostali zaskoczeni na trakcie przez pół tuzina bandytów. Patrząc na rany bohaterów i przewagę liczebną oprychów wcale im się nie podoba możliwość walki. Ponadto bandyci mają łuki, zaś gracze (tak im się chociaż wydaje) nie mają żadnej broni strzeleckie. Zanim pokonają drogę do bandytów (około 30m) będą już przypominać jeże... Korzystając z chwili danej przez bandytów prowadzą krótką, szybką rozmowę...
Wojownik1 (do czarodzieja):
Feliks cholera, zero z ciebie pożytku!
Czarodziej:
Wiesz jak jest z moimi zaklęciami... Nie chcę pogarszać naszej sytuacji...
Wojownik2:
Wszyscy cholera wiedzą.
Ranger:
Gdyby mój łuk był sprawny...
Wojownik1:
Nikt nie ma kuszy? - milczenie -
Łuku? - milczenie -
Procy?
Wojownik1:
Dobra, kurwa mać, nie będzie mi bandyta pieniędzy zabierał! Do ataku...
Chwila przerwy... gracze spojrzeli na MG. Dostrzegli jednak na jego twarzy jedynie własną śmierć...
Nagle...
Wojownik2:
Dobra, to ja wyciągam kuszę...
Reszta graczy:
Masz kuszę?
Wojownik2:
No... zapomniałem powiedzieć...
Wojownik1:
Nie zwracając uwagi na strzały, które zaraz mnie uśmiercą odwracam się do tego debila i ścinam mu łeb...
Yodri
Gracze stoją za załomem muru... Muszą przebiec kawałek drogi pod ostrzałem z kusz...
Krasnolud:
Dobra koniec główkowania... Ilu ich tam może być? Zresztą, co mi zrobi jeden bełt?... ...I wybiegł wprost przed oddział Marienburskich kuszników...
Yodri
Jeden z graczy padł (najprawdopodobniej martwy) na ziemie... Walka się skończyła, inni gracze niewiele myśląc wykopali grób i wrzucili trupa. Podzielili się już jego ekwipunkiem i mieli zacząć zasypywać, kiedy jeden przypomniał sobie, że kapłan Morra ofiarował mu potężny eliksir, który może nawet wskrzesić... Wyciągnęli kompana, oczyścili z ziemi, oddali ekwipunek i wlali eliksir... Nie zadziałał, musieli jeszcze raz wrzucić go do ziemi (wykopać dół - tamten dla pozoru zakopali), zabrać co potrzebniejsze przedmioty... Kiedy zaczynali przysypywać gościa ziemią po raz drugi, ten otworzył oczy i zaczął się krztusić... Właśnie w tym momencie inny gracz przypomniał sobie o tym, że eliksir zaczyna działać po 20 minutach...
Yodri
Ciężka walka, gracze niemal nie mają szans...
Mag:
Zaraz rzucę potężne zaklęcie i przechyle szale zwycięstwa...
Wojownik (parując kolejny cios ogra):
na stronę przeciwnika... jak zwykle...
Yodri
Gracze przebywają w kanałach. Ledwo udało im się uciec z jakiegoś lochu, na rękach mają potężne kajdany (już nie połączone łańcuchem, gdyż udało im się go rozwalić, ale jednak...). Nagle przed graczami ukazuje się jakiś bardzo szeroki kanał, nie sposób go obejść, ani przeskoczyć, po drugiej stronie widać już drabinkę i wyjście.
Gracz1:
Dobra, spróbuje przepłynąć!
Gracz2:
Ale...
Gracz1:
Zamknij się, znowu będziesz się wymądrzać!
Rzucił się do wody i szybciutko zaczął tonąć (kajdany ciągnęły go w dół). Szarpał się, rzucał, krzyczał. W tym czasie drugi gracz wszedł swobodnie do wody i wyciągnął drugiego. Woda około 1,2m głębokości...
Yodri
Gracze właśnie wpadli na jakąś potężną humanoidalną bestię. Już jeden z nich leży w kałuży posoki. W tym momencie:
Inny gracz:
Wskakuje mu na plecy i zasłaniam oczy
MG: - patrzy z politowaniem -
Gracz: - z uśmiechem -
Mam jeździectwo!
Yodri
Mag: Jak dobrze, że przygotowaliśmy się zawczasu. Wzmocniliśmy bramę. Przygotowaliśmy się do obrony. Zaraz się zacznie.
Krasnolud: Naaa pohybel skurczysynom!
Mag do Gareta (złodzieja): Garet, gdzie biegniesz? Zostań tutaj.
Garet: Otworzę bramę, bo gotowi ją roztrzaskać!
Meham Jakob
BG idą spokojnie leśnym traktem. Nagle na drogę wybiega dzik.
BG1: Aaaaaaaa, zabij go to dzik, mag ratuj, zabić bestię!
BG2: W noggggggi!
Meham Jakob
BG1: Rozpalmy ogień, upieczemy mięso.
BG2: Macie krzesiwo?
BG1 (bardzo początkujący wojownik)
: Przygotuj suchej trawy. Trzymaj ten sztylet. Gdy uderzę toporem powinny polecieć iskry.
BG2: Aaaaa mój palec, mój palec, odrąbałeś mi palec!
Meham Jakob
BG1: do oberżysty: Ile chcesz za to?
Oberżysta: A weź to i za pensa.
BG1: Może się potargujemy?
Meham Jakob
Mag: Potrzebuję pióra do moich zaklęć.
Elf: To wyrwij z tyłka temu kogutowi.
Mag: Dobra! ( po 10 minutach bieganiny) Uciekać, on oszalał, aaaa moja twarz.
Meham Jakob
MG: Wchodzisz do karczmy i otacza cię zgiełk.
BG: Atakuję go!
Autor nieznany
Gracze pokłócili się z MG
BG: Masz problem, poszukamy nowego Mistrza Gry.
MG: Szukacie?
BG: Tak.
MG: Nie znaleźliście.
Autor nieznany
Gracze mają znaleźć drwala.
MG: Ten las jest wielki, jak chcecie znaleźć drwala?
BG: Po ściętych drzewach.
Autor nieznany
Gracz mający zamiar zakupić nowy miecz wchodzi do zbrojowni:
BG: Dobry... Czy są jakieś dobre miecze?
MG (Zbrojmistrz): jasne, proszę obejrzeć
BG: ile stoi? (potocznie ile kosztuje)
MG (Zbrojmistrz): a z tydzień...
Kwas
Gracze znajdują się na bagnach, na jednym z uschniętych drzew dostrzegli coś ciekawego, decydują się na wspinaczkę. Na ochotnika zgłasza się gracz bez lewej dłoni (straconej onegdaj w walce).
MG:
Jak masz zamiar wejść po linie bez lewej dłoni w ważącej parę kilo kolczudze...
Gracz (który zapewne dopiero teraz przypomniał sobie o braku dłoni, zaczyna pokazywać, jak to wspina się po linie, przytrzymując ją lewym łokciem): O tak...
MG:
no comment...
Yodri
Czarodziej, który przez swe niecne eksperymenty popadł w lekki obłęd, stara się rzucić zaklęcie:
Gracz:
No dobrze, skupiam się mocniej i wydaje jeszcze 2 punkty magii na zwiększenie szans
MG:
To i tak będzie 40% - twój komponent zupełnie nie pasuje...
Gracz: - na skraju rozpaczy -
A mogę dopalić punktami obłędu?! Tego mam dużo!
Yodri
[MG jest zmuszony do nagłego prowadzenia - uległ jękom graczy].
Jeden z graczy chce koniecznie sforsować pewne drzwi w opuszczonym zamczysku.
MG: Julek ja naprawdę nie pamiętam, dokąd prowadziły te drzwi.
Zmusiliście mnie żebym wam prowadził bez materiałów to się nie upieraj z ich otwarciem, tam nie było nic ciekawego.
Julek(grający krasnoludem): Ale ja się staram je otworzyć.
MG: Są zamknięte na klucz.
Julek: Wyważam je.
MG: Nie dasz rady - są okute.
Julek: No to wale je toporem.
MG: Ale drzwi są wykute z kamienia.
Julek: Wale młotem z runem zniszczenia.
MG: Ale na drzwiach są tez runy! I nie wiesz, czemu ale możesz je odczytać!!
Julek: No dobra, co tam jest napisane?
MG: NIE WKURWIAJ MISTRZA GRY !!!
Maciej Witkowski
Pewnego razu...
Krzyk z pokoju, gdzie jeden z bohaterów "poznawał się" z jakąś dziewka z tutejszej wsi obudził elfkę w pokoju niżej. Podchodzi ona do lóżka innego bohatera, budzi go i pyta:
- Ej Gerrik, dlaczego on tam tak krzyczy na górze ?
- Oj, no bo oni się tam pier... - odpowiada zaspany.
- Aha... - zastanawiając się chwile - ...a to dlaczego on krzyczy RATUNKU?
Khomczen
W niepokojąco zapotworzonej okolicy drużyna znalazła karczmę. Opuszczona.
Rozpoczyna się ostrożna eksploracja. Pusto, pusto... jeden z graczy zagląda do kuchni:
MG: ...straszne... trupy, krew... gospodarz, to chyba jego żona, dziewki kuchenne...
Gracz: (bez zastanowienia) Luzem, czy w kotłach?
Aniou
Kiedyś moja grupa, w której skład wchodził krasnolud-wojownik, mag i kapłan złapała złodzieja, który chciał ich okraść. Stoimy tak sobie z tym złodziejaszkiem (było to w górach) i zastanawiamy się, co z nim zrobić.
Mag: Zabijmy go i będzie spokój...
Kapłan: NIE ! Nie możemy go tak po prostu zabić...
Krasnal: No pewnie że nie! Zrzućmy go lepiej ze skały!
Wojciech "Biały" Kajut
Halfling vs zbój:
- No mały dawaj pieniążki.
- Ale... ja nic nie mam.
- No to cię zabiję.
- Nie! Dobra, dobra mam 10 szylingów.
- No to dawaj.
- A masz wydać z korony?
Wojciech "Biały" Kajut
Bardzo popularny dialog:
MG: No i widzicie postać/obraz/coś.
BG: Ma rogi?
MG: Nie.
BG: Podejrzane.
Wojciech "Biały" Kajut
MG: Wpadasz do studni...Spadasz na d*** i widzisz...
BG: Co widzę?
MG: ...że nic nie widzisz
Wojciech "Biały" Kajut
Maximilian Topfer: Jakiej długości jest moja dziesięciometrowa lina?
Wojciech "Biały" Kajut
Max Topfer i jakiś podły elf idą pod ratusz w środku nocy...dobijają się...dobijają...wreszcie słyszą głosy...
MG: Ktokolwiek tam jest, wpierw zabijemy, a potem spytamy, czego chce!
Elf: (do zamkniętych drzwi): My tylko ...eee... mamy taki mały ...eee...problem...eee...
Max: (do otwierającego się lufcika): Zastałem Jolkę?...
Wojciech "Biały" Kajut
Krasnolud do MG: Staram się popatrzyć na niego z góry.
Inny gracz: Podsadzić cię?
Marcin Sitko
W lochach:
- Ta podłoga to skała czy parkiet?
Marcin Sitko
Gracz: To idę i myślę.
MG: Rzuć czy ci się udało.
Marcin Sitko
MG (herszt banitów): tylko bez gwałtownych ruchów booo!!!
Garp: powolnym ruchem przystawiam mu topór do głowy
Marcin Sitko
Garp: A gdzie Henryk?
Herpin: Ostatnio jak pamiętam, nabijał się z jednego krasnoluda i...
Garp: Gdzie leży?
Marcin Sitko
Młody mag wchodzi do jakiegoś "sklepu", który wygląda na magiczny. W środku paru ochroniarzy, przyciemnione światła, jakieś kotary i szacowna dama...
Mag (Eryk): Czy dostane tu jakieś pergaminy?
Dama: Um... hmm (usmiech zrozumienia) taak :)
Eryk: (nie rozumie):
A z jakich poziomów ?
Dama: To zależy, jaki poziom pana interesuje...
Eryk: (załapał, ale sesji przygląda się dziewczyna, która może będzie grać, wiec):
Noo, preferuje te wysokopoziomowe
Dama: Niestety w tej chwili są niedostępne.
Eryk: Czemu?
Dama: aktualnie są... ehem ...przepisywane.
Marcin Sitko
Uczestnicy:
MG (Meham Jakob)
Gotfryd Meisner (Paweł) - człowiek, uczeń czarodzieja
Quatro - (Krystian) krasnolud, łowca nagród
Eryk von Teufel (Jesus) - człowiek, giermek
1. Podczas tworzenia postaci Gotfryda (było to jego pierwsze zetknięcie się z RPG):
MG: Wylosowałeś kryptografię
Gotfryd: No, będę zwiedzał krypty
2. Podczas tworzenia historii powyższej postaci:
Gotfryd: A moją cała rodzinę zabiły ogry...
3. I ciąg dalszy:
Gotfryd: I odszedłem od niego (czarodzieja), bo mnie wykorzystywał.
4. Podczas walki bez użycia broni:
Quatro: Szarżuję na niego z butem.
5. Podczas zapasów Quatro próbował swoich sił z profesjonalnym zawodnikiem:
MG: Rzuć na siłę, czy uda ci się mu...
Eryk: ...Oprzeć.
6. Organizm Gotfryda nie był najwidoczniej przystosowany do nadmiernych ilości krasnoludzkiego spirytusu.
Quatro musiał go wynieść z lokalu:
Gotfryd: Towarzyszu, co widać?
7. Gotfryd nie był zadowolony z nocy spędzonej w sali wspólnej:
Gotfryd: Nie wiem, czy mnie bardziej głowa boli od tego spirytusu, czy od smrodu.
Karczmarz: Smrodu? Warunki są prawie luksusowe.
I w tym momencie włączyła się ścieżka dźwiękowa z 30 sekundami bzyczenia much.
8. Eryk próbuje wytłumaczyć pokrewieństwo pomiędzy dwoma BN-ami
Eryk: Był to syn swojego ciotki
9. Quatro próbuje dostać się za zamknięte drzwi
Quatro: Puk, puk...
BN: Kto tam?
Quatro: Listonosz
10. Drużyna udała się na spoczynek:
MG: Zapadła noc. Karczmarz cicho i delikatnie zmienił płytę.
11. Godzina późno po 3 w nocy, Quatro chwilowo przysnął i wszyscy zaczęli za nim tęsknić:
Chłop: A waszemu kompanowi ściągniemy portki i nasmarujemy dupę masłem.
Eryk: A może masz gospodarzu młot do wbijania pali i kilka kołków?
Chłop: Nie, ale mój koń potrzebuje klaczy.
Eryk: I co ty na to QUATRO!
Quatro (właśnie się obudził): ?
Chłop: I co? Zgadzasz się?
Quatro: Tak, jedziemy.
Meham Jakob
Drużyna posłała jednego z graczy po coś do jedzenia i piwo do okolicznej wioski. Po pewnym czasie ten przybiega do obozowiska załamany i krzyczy w niebogłosy:
- Już po nas, nie mamy szans, wszystko stracone... Zagłada pewna... A ja jestem taki młody Na co inni:
- Uspokój się, co się stało? Jakiś wróg w pobliżu?
A on:
- Nie, ale w tej wiosce mają do picia tylko krowie mleko!
Yodri
-Odejdź potworze! Zgiń przepadnij! Widzę twój cień! Jesteś ohydny i makabryczny! A ta morda! Brzydzę się tobą! Jeśli nie uciekniesz, potraktuje cię mieczem! - krzyczy jeden z graczy do cienia wyłaniającego się z lasu. Cień jednak nie zatrzymuje się i... okazuje się być lekko wkurzoną na zachowanie gracza, przepiękną driadą...
Yodri
Częste stwierdzenie na początku sesji następującej po niezbyt udanej sesji J:
-Ej, Yodri, ale my nie dostaliśmy ostatnio PD? - Złowrogie spojrzenie - Aha, rozumiem, grajmy
Yodri
MG: Cholera, gdzieś mi wcięło kostki.
Pewien Gracz (słynący z tego, że mimo iż na sesjach rzucamy rzadko, on zawsze wyrzuca 81-00): Spoko, wiesz, że mam więcej kompletów, mogę ci pożyczyć.
MG: To ja już wolę funkcje RANDOM na kalkulatorze
Yodri
Gracze pokłócili się, a MG zdecydował, że jak już tak realistycznie się kłócą (bynajmniej ciągle trzymając się klimatu sesji), to na chwile opuści pokój. I co usłyszał zza drzwi: HA, HA, HA!!! Nie możesz mnie zabić! MG nie ma w pokoju!
Yodri
Gracz wychodzi z karczmy, w której dokonał niezłej rzezi na śpiącej rodzinie karczmarza i wyrzucał zwłoki przez okno - myśląc, że pod nim jest kanał (niestety, pomylił ściany i wywalał je na główną ulicę). Na zewnątrz gracz widzi około tuzina strażników miejskich i wszystkie ciała...
Gracz:: Sprawiam wrażenie, że nikogo nie zabiłem.
Yodri
Gracz zbiera grzyby w lesie.
MG: Nie jesteś pewien swoich poczynań, w końcu nigdy nie zajmowałeś się grzybobraniem, a słyszałeś, że nie wszystkie grzyby są jadalne...
Gracz: Nie słucham plotek!
MG: Widzicie ciemną cele, w rogu której siedzi samotny zombie.
Gracz: Czy jest żywy?
